L'Arc Varsovie - orgazm kulinarny
Miejsca

L'Arc Varsovie - orgazm kulinarny

Jedną z rzeczy za którą najbardziej tęsknię w życiu jest swobodny dostęp do francuskiej kuchni w czasach naszego pobytu w Genewie. Południe Europy ma generalnie inne podejście do jedzenia niż my , a Francja jest tutaj przykładem wyjątkowym - tam jedzenie to celebrowanie smaku życia, kompletne przeciwieństwo amerykańskich fastfoodów. Dlatego też lubię odwiedzić czasem francuską restaurację i przypomnieć sobie choć odrobinkę tych smaków. Tym razem udało się przypomnieć znacznie więcej niż odrobinkę :)
L'arc skusił mnie reklamą na Facebooku (o Boże, one działają!) w której reklamował "all you can eat" - niestety to tylko w weekendy, ale i tak zdecydowaliśmy się do nich pojechać.

Restauracja mieści się przy Puławskiej (blisko Reytana), wchodzi się do niej bezpośrednio od strony ulicy - siedząc przy stoliku przy oknie można obserwować ruchliwą ulicę delektując się smakiem owoców morza. Z trzech powodów nie zdecydowaliśmy się brać dania głównego. Po pierwsze upalny dzień nieco zmniejszył nam apetyty, po drugie chcieliśmy spróbować jak najwięcej, po trzecie wreszcie w tego typu restauracjach często opłaca się wziąć dwie przekąski niż jedno danie główne - i tak się nim nie najemy :)

Na początek skusiłem się na muszle św Jakuba. To zdecydowanie jedno z moich ulubionych dań, jeśli chodzi o owoce morza. Uwielbiam ich konsystencję. Tu przyrządzane rzeczywiście mistrzowsko, nie za dużo piasku (zawsze jest go trochę w nich, nie należy do końca zamykać szczęki :D), reszta dodatków też super ;)

[caption id="attachment_5520" align="aligncenter" width="680"]

St. Jacques L

St. Jacques L'Arc na musie z topinamburu i emulsją z pomarańczy (43 zł)[/caption]

Mary wzięła tego tatara i wygrała wszystko. Francuzi potrafią nawet surowe mięcho przyrządzić tak, że OMFG. Widoczne dodatki są prawdopodobnie zaczerpnięte z kuchni molekularnej, piana i pył widoczne na zdjęciu to proch szalotkowy i (chyba) śmietana. Serio, kosmos.

[caption id="attachment_5515" align="aligncenter" width="680"]

Tatar "Charloais" na marynowanych grzybach i szalotce (35 zł)

Tatar "Charloais" na marynowanych grzybach i szalotce (35 zł)[/caption]

Nie jestem fanem ostryg. Jadłem je raz w życiu (za to w Cannes, ha!) i kompletnie mi nie podeszły. Smakowały jak gluty z sosem który do nich wlano. Drogie gluty. Sorry, może nie dorosłem do nich :)

Te tutaj smakowały... serem Gruyere w którym je zapieczono :D Ale same też były lepsze od surowych, przypominały mi trochę karczocha. Ale bardzo drogiego karczocha ;)

[caption id="attachment_5516" align="aligncenter" width="680"]

Ostrygi zapiekane z serem Gruyere (30 zł)

Ostrygi zapiekane z serem Gruyere (30 zł)[/caption]

Mary wzięła sobie jeszcze mule. Mule jak to mule - były dobre, ale to tyle. Też wolę różne bardziej skomplikowane wariacje na ten temat niż po prostu mule w winie, ale trzeba przyznać że były bardzo dobre.

 

[caption id="attachment_5517" align="aligncenter" width="680"]

Świeże mule otwierane winem (45 zł)

Świeże mule otwierane winem (45 zł)[/caption]

Na koniec niby najpopularniejsze danie owocomorskie, zaraz po paluszkach surimi ;) Skwierczące krewetki w glinianym naczyniu. Ale tu niespodzianka - były super, o wiele lepsze niż w innych miejscach. Co prawda podane z głowami, pewnie głównie dlatego, że były tylko cztery, więc trzeba czymś wypełnić miskę :) Ale smakowo - wypas.

[caption id="attachment_5518" align="aligncenter" width="680"]

Krewetki skwierczące w oliwie rozmarynowej (49 zł)

Krewetki skwierczące w oliwie rozmarynowej (49 zł)[/caption]

***

Podsumowując - kuchnia pierwsza klasa. Musimy spróbować tam innych dań. Tatar oraz muszle - orgazm kulinarny. Cenowo trochę drogo, choć bez przesady, jak na Warszawę to ceny całkiem przyzwoite. A na pewno jak na kuchnię francuską.

Restauracja trafia do mojej warszawskiej toplisty!

 

Komentarze

Odpal wątek, żeby zobaczyć i dorzucić swoje.